Zobacz także

407. Kessi

Historia jakich niestety wiele:

Rzecz dzieje się w mieście Katowice. Na terenie zakładu pracy pojawia się ni stąd ni zowąd śliczna czarno-biała koteczka umaszczona w typie “elegantki”. Jest bardzo ufna, podchodzi do każdego człowieka i prosi o pomoc. Jedni ludzie ją przeganiają a nawet kopią, inni rzucą coś do jedzenia i pogłaszczą.

Najgorsze mrozy koteczka przeczekuje w kotłowni, gdzie wpuścił ją cichaczem pracownik. Niestety, kicia straciła ten azyl, ktoś ważniejszy kazał ją wyrzucić z kotłowni z powrotem pod gołe niebo.

Futerko w miejscach gdzie było czarne – wyrudziało, a tam gdzie było białe pożółkło i poszarzało. Sierść gdzie niegdzie jakaś krótsza, w innych miejscach w ogóle jej nie ma.

Dla kotki nie ma już miejsca na terenie zakładu. Ma zniknąć.

I tak koteczka trafiła do nas. Weterynarz stwierdził u niej koci katar, silną inwazję wszołów, zapalenie przyzębia i brak znacznej ilości zębów, nadżerki na języku, odwodnienie i wychudzenie. Testy na kocie choroby wirusowe na szczęście wyszły ujemne.

Kotka została nawodniona i zaopatrzona w leki trafiła do klatki wystawowej.
Przez pierwsze dni gównie spała zwinięta w kłębuszek w kuwecie.
A potem głównie jadła.

Nazwaliśmy ją Kessi. Ma cudowny charakter, kocha ludzi i jest bardzo ufna.
Mamy nadzieję, że po powrocie do zdrowia znajdzie kochających opiekunów.