Fundacja For Animals

 

Piszą o nas:

Ogólnopolski Dzień Adopcji Zwierząt:

Anna Malinowska
2008-05-14, ostatnia aktualizacja 2008-05-14 23:07

Bezdomne koty mają swoich przeciwników i wielbicieli. W Katowicach ich los zależy od prezesów spółdzielni mieszkaniowych. Wszystko dlatego, że to jedno z nielicznych miast w Polsce, które nie doczekało się uchwały w sprawie obrony praw zwierząt.


Fot. MARCIN TOMALKA / AG
 

Maria Telmińska regularnie dokarmia koty na parkingu przy katowickim osiedlu Paderewskiego. Chce by tak zostało

Maria Telmińska z osiedla Paderewskiego bezdomne koty dokarmia od ponad 15 lat. Błąkają się wokół dużego parkingu samochodowego na ul. Granicznej. - Na parkingu stała budka, przy niej miski z jedzeniem. Afera wybuchła kilka miesięcy temu, kiedy właściciel samochodu napisał skargę, że kot wszedł mu pod maskę, o czym miały świadczyć ślady sierści. Druga skarga wpłynęła niedawno: tym razem właściciel pojazdu donosił, że kot przegryzł mu wszystkie kable w aucie. Od przedstawicieli spółdzielni, do której parking należy, usłyszałam, że mam stąd zabrać zwierzęta - wzdycha pani Maria.

Pomogli jej ochroniarze z parkingu. - Nam koty nie przeszkadzają. Lepiej, żeby były, bo przegonią szczury - śmieją się. Przenieśli budkę dla zwierząt nieopodal parkingu. Pani Maria pomalowała ją, posprzątała teren wokół.

O pomoc poprosiła też fundację For Animals. - Zwróciliśmy się do Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej z prośbą o jakieś spotkanie, rozmowę. Propozycje pozostały bez echa - mówi Joanna Zaremba z fundacji.

Kierowniczka Zakładu Usług Parkingowych w KSM mówi, że o kotach nie wolno jej wypowiadać się oficjalnie. - Rzeczywiście przez wiele lat takiego problemu nie było. Teraz jednak napłynęły skargi. Nie możemy dopuścić, żeby nasi klienci byli niezadowoleni. Z kotami powinna zrobić coś fundacja, a nie spółdzielnia. My się zwierzętami nie zajmujemy - ucina kierowniczka.

Podobny problem był na osiedlu Witosa. Tam koty żyją w kanale ciepłowniczym na jednym z placyków. Obok była piaskownica. Do tamtejszej spółdzielni zgłosili się mieszkańcy z pretensjami, że koty zanieczyszczają piasek. Od razu odezwały się też karmicielki z prośbą, by nie robić krzywdy zwierzętom. - Musiałem wysłuchać dwóch stron. I jedna, i druga ma swoje racje. Postanowiliśmy więc zlikwidować piaskownicę w tym miejscu. Niedaleko są dwie inne. Zaczniemy też akcję adopcyjną na osiedlu. Będziemy szukać rodzin, które przygarną zwierzęta - obiecuje Jerzy Karge, prezes Spółdzielni Załęska Hałda.

Prezes narzeka, że w Katowicach nie ma uchwały, która regulowałaby podobne sytuacje. - Nie wiadomo, kto ma takie zwierzęta sterylizować czy dokarmiać. O tym, że dzikie koty są w mieście niezwykle potrzebne, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Nasza spółdzielnia dwa razy w roku musi przeprowadzać deratyzację, a to i kosztowne, i mało przyjemne - dodaje Karge.

Podobnego zdania jest Zaremba. - We wszystkich wojewódzkich miastach jest uchwała, która takie rzeczy precyzuje. Mają rejestr karmicielek, miasto wydaje karmę, organizuje sterylizację, opiekę medyczną. Tylko w Katowicach nie da się tego zrobić. Od półtora roku piszemy do magistratu pisma z prośbą, by uchwała o obronie praw zwierząt powstała. Nazwaliśmy ją roboczo "Katowice przyjazne zwierzętom" - żali się Zaremba.

Mirosław Herman, naczelnik wydziału gospodarki komunalnej, podkreśla z kolei, że prace nad taką uchwałą trwają. Dlaczego aż półtora roku? - Sprawdzamy, jak jest w innych miastach, i zbieramy jak najlepsze wzorce. Chcemy, żeby w Katowicach taka uchwała działała najsprawniej, nie tylko na papierze - tłumaczy Herman.

 
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Weterynarze: uważajcie na psy zza granicy

Ewa Furtak
2008-04-20, ostatnia aktualizacja 2008-04-21 11:46

Podróbki rasowych psów są kilka razy tańsze od zwierząt z rodowodami. Po zniesieniu kontroli granicznych handlarze masowo przywożą takie zwierzęta z Czech i ze Słowacji.

W internecie można znaleźć dziesiątki ogłoszeń: sprzedam yorki, beagle, labradory lub inne modne rasy bez rodowodu. Najczęściej podany jest tylko numer telefonu komórkowego. Sprzedający nigdy nie zapraszają kupujących do domu, umawiają się z nimi na odbiór szczeniaka np. pod bielskimi supermarketami. Cena nie jest wygórowana, za psa życzą sobie przynajmniej o połowę mniej, niż zazwyczaj kosztuje taki pies z rodowodem.

Po zniknięciu kontroli na granicy szczeniaki coraz częściej przywożone są na handel z Czech i ze Słowacji - tam zwierzęta zawsze były tańsze. Weterynarze ostrzegają: takie psy często przyjeżdżają do Polski chore. Pochodzą z masowych hodowli, często trzymane były w złych warunkach, nawet w przydomowych klatkach, a w dodatku nie są szczepione ani odrobaczone. Nic dziwnego, że często zaraz po zakupie padają.

Niedawno do jednego z weterynarzy zgłosiła się kobieta, która pod supermarketem kupiła beagle'a. Od elegancko ubranych, bardzo sympatycznych ludzi, którzy nie wzbudzili w niej żadnych podejrzeń. Jednak zaraz po zakupie pies zachorował na parwowirozę, by go ratować, właścicielka musiała wziąć w banku kredyt. Takich przypadków jest więcej.

- Leczyłem np. ratlerka, bardzo zarobaczonego i chorego na nosówkę, niestety, bezskutecznie - opowiada Krzysztof Śliwa, weterynarz z Bielska-Białej.

Choroby to nie jedyny problem z kupowanymi od przypadkowych handlarzami szczeniakami. Czasami okazuje się, że to mieszańce. Śliwa przypomina sobie psa, który został sprzedany jako labrador, a był krzyżówką z bokserem.

Odnaleźć nieuczciwych sprzedawców to jak szukać igły w stogu siana. Podany przez nich numer telefonu przestaje działać.

Podobne sygnały docierają także do organizacji zajmujących się ratowaniem zwierząt. Przywożone zza południowej granicy psy przewożone są w fatalnych warunkach, np. szpikuje się je środkami uspokajającymi, żeby nie sprawiały kłopotów w podróży. Sprzedaje się je potem w całej Polsce.

- Bardzo trudno komukolwiek coś udowodnić. Próbowaliśmy nawet zrobić prowokację i kupić takiego psa, ale mężczyzna, który miał go przywieźć, najwyraźniej coś zaczął podejrzewać, bo nie pojawił się w umówionym miejscu i przestał odbierać telefony - mówi Joanna Zaremba, szefowa katowickiej Fundacji For Animals.

Krzysztof Kukla, instruktor szkolenia psów Związku Kynologicznego w Polsce i członek bielskiego zarządu związku, mówi, że jest tylko jeden sposób na rozwiązanie tego problemu: ostrzeganie ludzi przed kupowaniem psów od przygodnych sprzedawców.

- Przecież chyba nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby w taki sposób kupić np. samochód, a tu chodzi o psa, żywą istotę - podkreśla Kukla. - Jeśli ktoś kupuje psa od hodowcy zrzeszonego w związku i ma z nim jakieś kłopoty, mamy możliwość interwencji. Handlarze są natomiast poza kontrolą - dodaje.

 
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Prezydent i Joanna Zaremba z fundacja For Animals nominowani do tytułu "Kociarz Roku":

 

Piszą o nas w "Gazecie Wyborczej":

Piszą o nas w "Przyjaciel Pies":

Pini, założycielka Fundacji For Animals, została uznana BOHATEREM 2006 ROKU przez katowicki oddział Gazety Wyborczej :-)

GRATULUJEMY !!!


Napisano o pini i naszej fundacji w lutowym wydaniu magazynu KOT :

"Nagrodzona dobroć

Jak się dowiedzieliśmy, Joanna Zaremba ("Pini"), działająca na internetowym forum Miau, otrzymała tytuł Bohatera Roku Katowic przyznany przez katowicki oddział "Gazety Wyborczej". Została wyróżniona za pomoc okazywaną zarówno ludziom, jak i potrzebującym zwierzętom. Od kilku lat Joasia opiekuje się parą bezdomnych ludzi, którym załatwiła barak do zamieszkania, dostarcza im ubrania i jedzenie. Pomaga również bezdomnym kotom, zabierając je ze schronisk, lecząc i znajdując nowe domy. Nie są to tylko zwierzaki z rejonu Katowic, ale całego kraju. W 2005 roku uratowała i znalazła nowe domy 175 kotom, przemierzając w tym celu 60 tysięcy kilometrów samochodem. Joasia jest założycielką powstałej w październiku ubiegłego roku Fundacji For Animals. Serdecznie gratulujemy!"

(cytat z http://kot.net.pl/kot18.html)

Bardzo nam miło, dziękujemy :-)