Piszą o Nas
Psi smalec trafi do prokuratora krajowego
Sprawa wyrabiania smalcu z psów w kłobuckim gospodarstwie trafi do prokuratora krajowego. Przedstawi ją szefowa parlamentarnego zespołu przyjaciół zwierząt Joanna Mucha.
Kilka dni temu działająca na rzecz zwierząt posłanka spotkała się z ministrem sprawiedliwości Krzysztofem Kwiatkowskim i prokuratorem krajowym Edwardem Zalewskim. Ten ostatni zobowiązał się do sprawdzenia spraw dotyczących znęcania się nad zwierzętami, które zakończyły się umorzeniem. Mucha zadeklarowała, że przedstawi mu także niezakończone dotąd postępowanie w sprawie wyrabiania psiego smalcu w kłobuckim gospodarstwie.
- To naprawdę bulwersująca historia – mówi posłanka. Zdaje sobie sprawę, że takie śledztwa są zazwyczaj trudne dowodowo i dlatego trzeba uwrażliwić policjantów, sędziów i prokuratorów na tematykę ochrony zwierząt.
Przypomnijmy: pod koniec lata prokuratura postawiła zarzut znęcania się i zabijania zwierząt ze szczególnym okrucieństwem Agacie G. i jej matce – dwóm mieszkankom kłobuckiego gospodarstwa. Policja znalazła tam nie tylko kilkadziesiąt zamkniętych psów, zwierzęce szczątki, zakrwawione odzież, siekierę i wirówkę, ale również butelki z tłuszczem nieznanego pochodzenia. Obecnie już wiadomo, że smalec był produkowany m.in. z psów. Być może uda się także określić czas produkcji tłuszczu. To istotne dla sprawy, bo obie podejrzane nie przyznają się do winy i twierdzą, że tłuszcz wyrabiał ich zmarły przed trzema laty mąż i ojciec. Sprawy zaczęła się rok temu od prowokacji zorganizowanej przez dawną Fundację For Animals i “Gazetę”.
Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa
Sławny kot z Auschwitz
Zwiedzających obóz koncentracyjny Auschwitz wita biało-bury kot. Setki osób robi mu zdjęcia. Gdy pracownik muzeum powiedział, że kotu lepiej byłoby w schronisku, w internecie zawrzało.
Jedni nazywają go Brunonem, inni mówią: Rudolf. Ani jedno, ani drugie imię nie pasuje, bo to kotka. Na terenie muzeum zamieszkała pół roku temu. Przesiaduje przy bramie z napisem “Arbeit macht frei”. Wita zwiedzających, daje się pogłaskać. Zwiedzający robią jej pamiątkowe zdjęcia. Jej fotografia ilustrowała tekst o Auschwitz w “Polityce”.
- Bruno cieszy się powszechną sympatią pracowników muzeum, ale dla jego dobra byłoby lepiej, gdyby po półrocznej “służbie” w muzeum, gdzie najwyraźniej się zadomowił, trafił do schroniska dla zwierząt – powiedział na łamach lokalnego portalu Super-Nowa dr Adam Cyra, starszy kustosz Muzeum Auschwitz.
- Nasz kot do schroniska? Nie! – na Facebooku rozpoczęła się akcja w obronie kota. Na zarzut kustosza, że błyski fleszów szkodzą kotce na oczy, jedna z użytkowniczek Facebooka zaapelowała: “Wyłączajmy lampy błyskowe, gdy robimy kotu zdjęcia”.
Jarosław Mensfelt, rzecznik muzeum, tłumaczy, że słowa kustosza nie są oficjalnym stanowiskiem placówki w sprawie kota. Nie ma planów wywiezienia go do schroniska. Dodaje, że na terenie muzeum oprócz kota jest mnóstwo innych zwierząt – zaglądają tu sarny, lisy, a nawet czaple.
Ale sprawą kota z Auschwitz już zainteresowała się katowicka fundacji For Animals. Jej zdaniem umieszczanie wolno żyjącego kota w schronisku byłoby dla niego wielką krzywdą. I proponuje dostarczenie ocieplanego domku dla kocicy.
Ewa Furtak
Źródło: Gazeta Wyborcza
Pies z obciętym ogonem jest jak człowiek bez języka

Jeszcze kilkanaście lat temu właściwie nie spotykało się dobermanów, bokserów czy rottweilerów z długim ogonem. Dzisiaj jest więcej psów o normalnym wyglądzie, choć nadal trafiają się zwolennicy poprawiania natury – pisze Ewa Furtak.
Niektórzy hodowcy uważają, że wykonywanie takich zabiegów w przypadku psów niektórych ras można potraktować jako profilaktykę zdrowotną. Zapobiega się w ten sposób trudno gojącym się skaleczeniom ogona czy nawracającym zapaleniom uszu. Ale przeciwnicy zabiegów, wśród których jest także coraz więcej hodowców, mówią, że główna przyczyna ich wykonywania jest inna: sztucznie upiększone psy po prostu podobają się ludziom. Niektórzy uważają, że np. dopiero z ciętymi uszami dog czy amstaff prezentuje się wystarczająco groźnie.
W 1997 roku weszła w życie ustawa o ochronie zwierząt. A wraz z nią przepis mówiący o tym, że za zabieg weterynaryjny uważany jest zabieg ratujący życie i zdrowie zwierzęcia bądź ograniczający jego rozmnażanie się. Wypowiadał się nieraz na ten temat główny lekarz weterynarii. Przypomniał: cięcie ogonów i uszu jest zakazane, a Inspekcja Weterynaryjna ma kontrolować przestrzeganie prawa. W razie łamania zakazu inspektor powinien zawiadomić policję lub prokuraturę.
Obrońcy zwierząt przekonują: przycinanie ogonów i uszu to niczym nieusprawiedliwiona fanaberia. Taki zabieg to nic innego jak częściowa amputacja ogona czy ucha. Przysparza zwierzętom zupełnie niepotrzebnych cierpień. Ogon dla psa to tak samo ważny narząd jak język dla człowieka. Służy mu do komunikowania się ze światem.
Mimo tego na ulicach naszych miast nadal można spotkać psy z przyciętymi ogonami i uszami. Pojawiają się także na wystawach psów rasowych. Polski Związek Kynologiczny – inaczej niż jest to np. w Niemczech – nie zakazał wystawiania chirurgicznie upiększonych zwierzaków. Nadal są lekarze weterynarii – nieliczni na szczęście – którzy godzą się na wykonanie takich zabiegów. Trafiają się też ludzie, którzy pozbywają się psich ogonów domowymi sposobami. W internecie doradzają sobie, że najprościej jest u nasady ogona szczeniaka zawiązać gumkę. Niedokrwiony ogon sam odpadnie.
Hodowla psów i kotów na sprzedaż traktowana jest u nas jako działalność rolnicza – tak hodowcy rozliczają się z fiskusem. W odpowiedzi na kilka interpelacji poselskich, jak to możliwe, że ucinać uszu i ogonów niby nie wolno, a mimo tego ludzie to robią, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi odpowiedziało, że ustawa dopuszcza wykonywanie na zwierzętach zabiegów “wynikających z technologii produkcji”. Nie ma rozróżnienia na zwierzęta domowe i gospodarskie (ogony obcina się np. u prosiaków, żeby ich sobie wzajemnie nie obgryzały), ten zapis dotyczy wszystkich zwierząt hodowanych komercyjnie. Obcinanie ogonów i kopiowanie uszu u psów może zostać uznane za taki właśnie zabieg. – Ustawodawcy zabrakło wyobraźni – komentują internauci.
Joanna Zaremba, szefowa Fundacji for Animals, martwi się, że to otwiera bardzo niebezpieczną furtkę. W Stanach Zjednoczonych popularny jest np. zabieg usunięcia pazurów u kotów, żeby nie drapały mebli i innych rzeczy w domu. Zabieg polega na amputacji fragmentów palców. Przecina się także struny głosowe psom, żeby nie szczekały. Pod technologię produkcji można podciągnąć wiele innych okrutnych, służących tylko wygodzie właścicieli, zabiegów.
Obrońcy praw zwierząt chcą, by zakaz był w Polsce jednoznaczny, tak jak to jest w wielu innych krajach Europy. Organizacje prozwierzęce przy pomocy posłanki Joanny Muchy przygotowały nawet wstępny projekt nowej ustawy o ochronie zwierząt. Okazało się jednak, że przeforsowanie ustawy w całości byłoby bardzo trudne, dlatego obrońcy zwierząt chcą wprowadzać zmiany poprzez nowelizacje kolejnych zapisów starej ustawy.
Ewa Furtak
źródło: www.bielskobiala.gazeta.pl
Grudziądz: Wszystkie koty zasługują na życzliwość
Nie tylko ludziom we znaki daje się surowa zima. Z chłodu i braku pokarmu cierpią też bezdomne zwierzęta, a zwłaszcza koty. Wystarczy przejść ulicami starówki i osiedli, aby przekonać się, że jest ich sporo.
Na szczęście, los bezpańskich kotów nie jest obojętny mieszkańcom, którzy na własną rękę pomagają im przetrwać zimę. W pobliskim garażu znalazłam kotkę z młodymi. Boję się, że zdechną z głodu, dlatego codziennie rano staram się im przynosić coś do jedzenia, kawałek wędliny lub chlebek – mówi Stefania Niedzielska ze Śródmieścia. Została “karmicielką”.
Sposób na ograniczenie dziko żyjących kocich stad jest tylko jeden. Najprostszym, choć kosztownym rozwiązaniem jest sterylizacja – mówi Małgorzata Ziółkowska, grudziądzanka, będąca od trzech lat wolontariuszką fundacji “For Animals”. – Dzięki temu zabiegowi zmniejsza się ilość kotów żyjących na wolności, a co za tym idzie zwiększają się ich szanse na zdobycie jedzenia i przetrwanie w trudnych warunkach. Jako organizacja staramy się prowadzić zabiegi sterylizacji kotów, to jednak kosztuje… I to kosztuje całkiem sporo. Sterylizacja kota to wydatek 60 zł, a kotki -160 zł. A i to są ceny “promocyjne”, zaprzyjaźnionego z fundacją “For Animals” grudziądzkiego weterynarza.
Na razie takie zabiegi finansuję z pieniędzy, które udaje się pozyskać dla fundacji, a często także z własnej kieszeni. Mimo że kastracja dzikich kotów jest przecież zadaniem gminy. W ubiegłym roku zwróciłam się do Ratusza o wsparcie tej akcji. Niestety, dostałam odmowną odpowiedź – mówi Małgorzata Ziółkowska. – Nie tracę jednak nadziei i myślę, że władze miasta dostrzegą ten problem i mimo wszystko wyłożą na ten cel pieniądze.
Jak się dowiedzieliśmy, Wydział Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego, choć na sterylizację bezpańskich kotów nie chce wyłożyć swoich, to stara się pozyskać pieniądze “zewnętrzne”.
Zwróciliśmy się o wsparcie do Wojewódzkiego Funduszu Gospodarki Wodnej i Ochrony Środowiska – informuje Alina Obruszkiewicz z Urzędu Miejskiego. Wnioskowaliśmy o kwotę około 20 tys. zł. Odpowiedzi spodziewamy się na przełomie lutego i marca. Do tej pory z pomocą fundacji “For Animals” udało się wysterylizować kilkanaście grudziądzkich kotów. Pierwsze w… Zakładzie Karnym nr 2.
Jeden z więźniów zasygnalizował problem kotów poniewierających się i rozmnażających na terenie więzienia – wspomina Małgorzata Ziółkowska. Sytuację udało się opanować, a ja nabrałam doświadczenia.
Podobnych “alarmów” wolontariuszka odbiera sporo. – Najczęściej kontaktują się ze mną weterynarze albo “karmicielki” – mówi Małgorzata Ziółkowska. – Dzwonią i mówią, gdzie takie koty mieszkają i jak można im pomóc. Ja je wyłapuję, zawożę do weterynarza, a po zabiegu wypuszczam.
Każdy, kto chciałby wesprzeć działalność “For Animals” może przekazać organizacji 1 procent podatku dochodowego. Jeśli uczynimy to z dopiskiem “Grudziądz”, to pieniądze wrócą do naszego miasta.
Aleksandra Pasis
źródło: Gazeta Pomorsja
Koty czekają
Działacze częstochowskiego oddziału Fundacji For Animals apelują o adoptowanie kotów, których coraz więcej trafia ostatnio pod ich opiekę.
- Chętnych do adopcji mamy mało, a kotów już ponad 80. Trafiają do nas koty porzucone, niechciane, z interwencji, lub takie, których właściciele nie mogą już się nimi zajmować– mówi Joanna Zaremba z For Animals. – Nasza organizacja nie prowadzi schroniska dla kotów, wszystkie nasze zwierzaki przebywają w domach tymczasowych u wolontariuszy – dodaje Zaremba.
Wszystkie koty przeznaczone do adopcji są zdrowe, wysterylizowane, zaszczepione i odrobaczone. Chcąc zaadoptować mruczka wystarczy wejść na stronę Fundacji i wyszukać przyjaciela dla siebie. Można również dokonać adopcji wirtualnej, czyli wpłacać stałą kwotę na utrzymanie wybranego przez siebie zwierzaka. W zamian fundacja będzie przekazywać informacje i zdjęcia o podopiecznym.
Katarzyna Pielak
źródło: www.koty.pl
O naszej akcji sterylizacyjnej piszą w gazecie Nasze Katowice
Kot Kubuś wróci do tyskiej biblioteki!

Anna Malinowska
2009-01-06, ostatnia aktualizacja 2009-01-07 10:36

Fot. Bartłomiej Barczyk / AG
Prezydent Tychów nie ma nic przeciwko temu, żeby Kubuś dalej mieszkał w miejskiej bibliotece. Jest więc duża szansa, że kot wróci na swoją półkę z książkami filozoficznymi
Przemarzniętego kotka znalazł czytelnik na wycieraczce przed wejściem do filii nr 3 Miejskiej Biblioteki Publicznej. Zwierzaka przygarnęły bibliotekarki. Kubuś, bo tak go nazwały, stał się znakiem firmowym biblioteki. Przez sześć lat pędził spokojne życie na półkach z książkami, ale miesiąc temu ktoś napisał mail do dyrektorki biblioteki. Anonimowa osoba stwierdziła, że ma alergię na kocią sierść i jeśli nadal będzie narażona na kontakt z kotem w wypożyczalni książek, pozwie bibliotekę i zażąda odszkodowania.
Dorota Łukasiewicz-Zagała, dyrektorka MBP w Tychach, ugięła się i nakazała kota eksmitować. Kubuś mieszka teraz kątem u jednej z bibliotekarek, ale bardzo tęskni za biblioteką. Nie chce jeść ani pić.
Wczoraj napisaliśmy o jego losach. Po naszym tekście odezwali się czytelnicy z całej Polski. Ludzie szturmują też bibliotekę i masowo podpisują się pod petycją, w której żądają, by Kubuś wrócił na swoje miejsce. Bibliotekę odwiedzili także radni, którzy obiecali, że sprawę poruszą na najbliższej sesji rady miejskiej.
- Stosunek do zwierząt jest wyrazem naszego człowieczeństwa. Zawsze wydawało mi się, że w bibliotece pracują ludzie o dużej wrażliwości. Sama biblioteka zresztą to nie tylko zbiór książek, ale też miejsce związane z pewnymi wzorcami zachowań – powiedział nam wczoraj Wojciech Kilar, wybitny kompozytor i wielki miłośnik kotów. – Ja również chcę się podpisać pod petycją – zadeklarował.
Joanna Zaremba z Fundacji for Animals była zdziwiona, że sprawa dotyczy Tychów. – Z doświadczenia wiem, że tamtejsi urzędnicy mają dużo zrozumienia dla zwierząt, a w mieście bardzo prężnie działa schronisko – mówi.
Wiele osób zadeklarowało, że chętnie przygarnie Kubusia, da mu nowy dom i zapewni świetne warunki. Ale Zaremba przestrzega: – Kot bardzo przywiązuje się do miejsca, więc jeśli Kubuś spędził w bibliotece sześć lat, bardzo trudno będzie mu się odnaleźć w innym miejscu – mówi.
Ponieważ dyrektorka Łukasiewicz-Zagała stwierdziła, że jej decyzja o usunięciu kota jest nieodwołalna, los kota leży teraz w rękach prezydenta Tychów Andrzeja Dziuby. Z jego gabinetu płyną dobre wiadomości. – Pan prezydent nie ma nic przeciwko temu, żeby kot dalej mieszkał w bibliotece. Decyzja pani dyrektor nie jest więc ostateczna. Poczekamy jeszcze na pisemne stanowisko sanepidu. Jeśli nie będzie przeciwwskazań, kot wróci do biblioteki – zapewnia Aleksandra Cieślik, rzeczniczka tyskiego magistratu.
I pewnie tak się stanie, bo Grzegorz Gołdynia, państwowy powiatowy inspektor sanitarny w Tychach, zapewnia: – Nie wydam zakazu. Zgodnie z moimi ustaleniami i obowiązującymi przepisami, kot może mieszkać w bibliotece.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
Internauci oszukują na aukcjach chorych zwierząt
Ewa Furtak
2009-03-23, ostatnia aktualizacja 2009-03-23 23:39

“Pomóżcie! Potrzebne są pieniądze na leczenie znalezionego chorego psa” – tej treści apele wraz ze zdjęciami chorych zwierząt coraz częściej można znaleźć w internecie. Niestety, nie wszystkie są prawdziwe.
Kilkanaście dni temu na Allegro pojawiła się aukcja z prośbą o pomoc dla rannej kotki: (…) Kilka dni temu poszedłem na spacer i usłyszałem miauczenie. (…) Okazało się, że kotek jest w sidle zastawionym przez kłusownika!! (…) Weterynarz zdjął kotkowi sidło, lecz okazało się, że kotek ma połamaną łapkę i potrzebna jest operacja, która kosztuje 800 zł. Jestem studentem i nie mam za dużo pieniędzy (…).
Autor aukcji zamieścił zdjęcie cierpiącego kota i zaapelował o wpłacanie pieniędzy na jego leczenie. Informację znalazła internautka z forum miau.pl, gdzie m.in. znajduje się domy dla porzuconych kotów. Okazało się, że zdjęcie zwierzaka jest stare, a chłopak ukradł je z jednej ze stron internetowych. Aukcja została zamknięta, na szczęście nikt nie zdążył wpłacić pieniędzy. W jej opisie był podany numer telefonu komórkowego. Autorem aukcji okazał się młody chłopak, który przyznał się do oszustwa. Pochodzi z dobrego domu, jest także utytułowanym sportowcem. Nie potrafił racjonalnie wyjaśnić, dlaczego tak postąpił.
Działacze organizacji pomagających zwierzętom mówią, że takie oszustwa to coraz większy problem. Sami często zbierają za pośrednictwem internetowych aukcji charytatywnych pieniądze na kosztowne leczenie psów czy kotów. – Gdyby nie finansowa pomoc ludzi, nigdy nie udałoby nam się tak wiele zdziałać. Niestety, przez podobnych oszustów ludzie zrażają się do pomagania w ten sposób, a takie aukcje tracą wiarygodność – przyznaje Joanna Zaremba, szefowa katowickiej Fundacji “For Animals”, która rocznie pomaga setkom kotów i psów.
Zaremba opowiada, że fundacja miała bardzo podobny przypadek. Ktoś skopiował ze strony For Animals zdjęcie chorego psa i zamieścił w internecie apel z prośbą o pomoc finansową w jego leczeniu. – Dzięki czujności osoby, która wzięła udział w tej aukcji, sprawa wyszła na jaw. Jej autorką była 19-latka. Okazało się, że posługując się naszym zdjęciem, chciała zebrać pieniądze na leczenie innego psa, co nie zmienia faktu, że jest to naganne. Od tamtej pory mamy na stronie fundacji informację, że bierzemy odpowiedzialność tylko za wpłaty na nasze konto – mówi.
Zaremba przestrzega, że w przypadku chęci pomocy poprzez udział w aukcji charytatywnej trzeba koniecznie sprawdzić, czy podany numer konta faktycznie należy do jakiejś organizacji, czy stowarzyszenia. – Takie organizacje nie zbierają pieniędzy na prywatne konta – wyjaśnia.
Elwira Jurasz, oficer prasowy bielskiej policji, nie przypomina sobie, by ktoś za podobny proceder został ukarany. Jednak ostrzega, że zbieranie pieniędzy pod pretekstem pomocy dla chorego zwierzęcia to oszustwo. – Przestępstwo, za które można trafić do więzienia nawet na osiem lat – mówi Jurasz.
Źródło: Gazeta Wyborcza Bielsko-Biała
******************************************
Ogólnopolski Dzień Adopcji Zwierząt:
******************************************
Anna Malinowska
2008-05-14, ostatnia aktualizacja
2008-05-14 23:07
![]()
Bezdomne koty mają swoich przeciwników i wielbicieli. W Katowicach ich los zależy od prezesów spółdzielni mieszkaniowych. Wszystko dlatego, że to jedno z nielicznych miast w Polsce, które nie doczekało się uchwały w sprawie obrony praw zwierząt.

Fot. MARCIN TOMALKA / AG
Podobny problem był na osiedlu Witosa. Tam koty żyją w kanale ciepłowniczym na jednym z placyków. Obok była piaskownica. Do tamtejszej spółdzielni zgłosili się mieszkańcy z pretensjami, że koty zanieczyszczają piasek. Od razu odezwały się też karmicielki z prośbą, by nie robić krzywdy zwierzętom.
- Musiałem wysłuchać dwóch stron. I jedna, i druga ma swoje racje. Postanowiliśmy więc zlikwidować piaskownicę w tym miejscu. Niedaleko są dwie inne. Zaczniemy też akcję adopcyjną na osiedlu. Będziemy szukać rodzin, które przygarną zwierzęta – obiecuje Jerzy Karge, prezes Spółdzielni Załęska Hałda.
Prezes narzeka, że w Katowicach nie ma uchwały, która regulowałaby podobne sytuacje. - Nie wiadomo, kto ma takie zwierzęta sterylizować czy dokarmiać. O tym, że dzikie koty są w mieście niezwykle potrzebne, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Nasza spółdzielnia dwa razy w roku musi przeprowadzać deratyzację, a to i kosztowne, i mało przyjemne – dodaje Karge.
Podobnego zdania jest Joanna Zaremba. – We wszystkich wojewódzkich miastach jest uchwała, która takie rzeczy precyzuje. Mają rejestr karmicielek, miasto wydaje karmę, organizuje sterylizację, opiekę medyczną. Tylko w Katowicach nie da się tego zrobić. Od półtora roku piszemy do magistratu pisma z prośbą, by uchwała o obronie praw zwierząt powstała. Nazwaliśmy ją roboczo “Katowice przyjazne zwierzętom” - żali się Zaremba.
Mirosław Herman, naczelnik wydziału gospodarki komunalnej, podkreśla z kolei, że prace nad taką uchwałą trwają. Dlaczego aż półtora roku? - Sprawdzamy, jak jest w innych miastach, i zbieramy jak najlepsze wzorce. Chcemy, żeby w Katowicach taka uchwała działała najsprawniej, nie tylko na papierze – tłumaczy Herman.
******************************************
Weterynarze: uważajcie na psy zza granicy
Ewa Furtak
2008-04-20, ostatnia aktualizacja 2008-04-21 11:46
Podróbki rasowych psów są kilka razy tańsze od zwierząt z rodowodami. Po zniesieniu kontroli granicznych handlarze masowo przywożą takie zwierzęta z Czech i ze Słowacji.
- Leczyłem np. ratlerka, bardzo zarobaczonego i chorego na nosówkę, niestety, bezskutecznie – opowiada Krzysztof Śliwa, weterynarz z Bielska-Białej.
Choroby to nie jedyny problem z kupowanymi od przypadkowych handlarzami szczeniakami.
Czasami okazuje się, że to mieszańce. Śliwa przypomina sobie psa, który został sprzedany jako labrador, a był krzyżówką z bokserem.
Odnaleźć nieuczciwych sprzedawców to jak szukać igły w stogu siana. Podany przez nich numer telefonu przestaje działać.
Podobne sygnały docierają także do organizacji zajmujących się ratowaniem zwierząt. Przywożone zza południowej granicy psy przewożone są w fatalnych warunkach, np. szpikuje się je środkami uspokajającymi,
żeby nie sprawiały kłopotów w podróży. Sprzedaje się je potem w całej Polsce.
- Bardzo trudno komukolwiek coś udowodnić. Próbowaliśmy nawet zrobić prowokację i kupić takiego psa, ale mężczyzna, który miał go przywieźć, najwyraźniej coś zaczął podejrzewać, bo nie pojawił się w umówionym
miejscu i przestał odbierać telefony – mówi Joanna Zaremba, szefowa katowickiej Fundacji For Animals.
Krzysztof Kukla, instruktor szkolenia psów Związku Kynologicznego w Polsce i członek bielskiego zarządu związku, mówi, że jest tylko jeden sposób na rozwiązanie tego problemu: ostrzeganie ludzi przed kupowaniem psów od przygodnych sprzedawców.
- Przecież chyba nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby w taki sposób kupić np. samochód, a tu chodzi o psa, żywą istotę – podkreśla Kukla. – Jeśli ktoś kupuje psa od hodowcy zrzeszonego w związku i ma z nim jakieś kłopoty, mamy możliwość interwencji. Handlarze są natomiast poza kontrolą – dodaje.
******************************************
Prezydent i Joanna Zaremba z fundacja For Animals nominowani do tytułu “Kociarz Roku”:
******************************************
Piszą o nas w “Gazecie Wyborczej”
******************************************
Pini, założycielka Fundacji For Animals, została uznana BOHATEREM 2006 ROKU przez katowicki oddział Gazety Wyborczej
GRATULUJEMY !!!

******************************************
Napisano o pini i naszej fundacji w lutowym wydaniu magazynu KOT :
“Nagrodzona dobroć
Jak się dowiedzieliśmy, Joanna Zaremba (“Pini”), działająca na internetowym forum Miau, otrzymała tytuł
Bohatera Roku Katowic przyznany przez katowicki oddział “Gazety Wyborczej”. Została wyróżniona za pomoc
okazywaną zarówno ludziom, jak i potrzebującym zwierzętom. Od kilku lat Joasia opiekuje się parą bezdomnych ludzi, którym załatwiła barak do zamieszkania, dostarcza im ubrania i jedzenie. Pomaga również bezdomnym kotom, zabierając je ze schronisk, lecząc i znajdując nowe domy. Nie są to tylko zwierzaki z rejonu Katowic, ale całego kraju. W 2005 roku uratowała i znalazła nowe domy 175 kotom, przemierzając w tym celu 60 tysięcy kilometrów samochodem. Joasia jest założycielką powstałej w październiku ubiegłego roku Fundacji For Animals. Serdecznie gratulujemy!”
(cytat z http://kot.net.pl/kot18.html)
Bardzo nam miło, dziękujemy
******************************************

******************************************




